sobota, 11 maja 2013

Sanctum

  Hej. Wczoraj obejrzałam film pod tytułem "Sanctum". Jego reżyserem jest Alister Grierson. Jednym z producentów jest znany wszystkim James Cameron. Swoją premierę miał 3 lutego 2011 roku na świecie oraz dzień później w Polsce. Jest to historia oparta na prawdziwych faktach. Film ten, to połączenie dramatu, przygody i thrillera. W głównych rolach występują Richard Roxburgh (jako Frank McGuire), Ioan Gruffudd (jako Carl), Rhys Wakefield (jako Josh McGuire) oraz Alice Parkinson (jako Victoria).

   Film opowiada o grupie płetwonurków, którzy wyruszają na ekspedycję do gigantycznego systemu jaskiń. Wśród nich jest doświadczony speleolog Frank McGuire, jego syn Josh i sponsor całej wyprawy - Carl. Gdy nadchodzi tropikalna burza, ekipa zostaje odcięta od wejścia do kompleksu. Wyruszają więc w poszukiwaniu wyjścia ze stopniowo zalewanych korytarzy. Rozpoczynają walkę z szalejącym żywiołem, niebezpiecznym i niedokońca znanym terenem oraz panicznym strachem. Czy znajdą wyjście z jaskini ? I czy wszyscy wyjdą z tego cało ?

  Jest to bardzo ciekawa historia. Film do ostatniej minuty trzyma w napięciu. Ciągle zadawałam sobie pytania - "Uda im się ? Jejciu ile z nich przeżyje ?". Były momenty w których odwracałam wzrok od telewizora, ze względu na niektóre widoki, niezbyt przyjemne. Efekty 3D nie porażały, ale nie było najgorzej. Był moment w którym się wzruszyłam, oczy mi się zaszkliły, lecz powstrzymałam się od uronienia łzy. Sceneria czasami robiła naprawdę duże wrażenie, aż na usta się cisnęło słowo WOW. Zdarzały się momenty, które mnie delikatnie rozbawiły np. pokazanie kawałka tylnej części ciała przez jednego z bohaterów, w kierunku drugiego. Gra aktorska również niczego sobie.

  Mam co do "Sanctum" pozytywne odczucia. Bardzo mi się podobał. Gorąco polecam :)

poniedziałek, 6 maja 2013

Liceum Avalon

  Hej. Na początku chciałam powitać nową obserwatorkę, bardzo mi miło :)
Ostatnio jakoś tak dodawałam dużo recenzji filmów, dlatego zagłębiłam się do mojej pamięci, by napisać recenzję książki. Czytałam ją chyba ze dwa lata temu, ale pamiętam bardzo dobrze.

  "Liceum Avalon" to powieść pisarki Meg Cabot z 2005 roku. Głównymi bohaterami są Elaine "Ellie" Harisson oraz William Wagner. Meg przenosi nas wraz z główną bohaterką do współczesnego Camelotu.


  Rodzice Ellie, profesorowie biorą roczny urlop naukowy, by napisać książki oparte na źródłach. Dziewczyna nie mając żadnego wpływu na decyzję rodziców, musi się wyprowadzić wraz z nimi w nowe miejsce, do nowego domu i nowej szkoły. Tam chodzi do liceum - Liceum Avalon. Szkoła wygląda zwyczajnie, tak jak i uczniowie. Chodzą do niej zapalony sportowiec Lance, cheerleaderka Jennifer i przystojny Will, przewodniczący ostatniej klasy i napastnik drużyny futbolowej. Ale Ellie jest tu nowa i dopiero po pewnym czasie odkrywa, że w Avalonie nie wszystko jest takie, jak się wydaje – nawet ona sama. Na nowo rozgrywają się zdarzenia z legend o królu Arturze. Ellie zakłóca jednak bieg tej historii, bo zakochuje się w niewłaściwym bohaterze. Jaką rolę ma do odegrania w tym, co tu się dzieje? Czy szereg dziwnych zbiegów okoliczności doprowadzi do katastrofy? I co jeśli ona nie będzie potrafiła temu zapobiec?

  Może się wydawać, że jest to jakaś naiwna "bajeczka", lecz w rzeczywistości jest to ciekawa książka. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Jest tu trochę przygody, historii o królu Arturze oraz tak lubiany przeze mnie wątek miłosny. Na pewno jest to powieść młodzieżowa, więc bardziej spodoba się młodym czytelnikom, lecz kto wie, może i dorosłym przypadnie do gustu. Po raz pierwszy spotkałam się z utożsamieniem dzisiejszych nastolatków z bohaterami pradawnych legend. I spodobało mi się to, lecz myślę że nie było to proste zadanie, stąd duże brawa dla autorki. W ogóle pomysł całej książki robi duże wrażenie, trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię by wpaść na coś takiego. Bywały momenty zaskoczenia, lecz tego pozytywnego. Ogólnie moje odczucia co do tej powieści są bardzo dobre.

  Chętnie przeczytałam tę książkę i mogłabym to zrobić jeszcze kilka razy, a i tak by mi się nie znudziła. Jest to taka lekka powieść, którą szybko się czyta. Mi się spodobała, mam nadzieję że wam też przypadnie do gustu.


środa, 1 maja 2013

Step up 4 Revolution

  Hej, na wstępie chciałam podziękować Aleksandrze Malik, mojej pierwszej, oficjalnej obserwatorce (nielicząc mojej przyjaciółki). Jest mi bardzo miło czytać jej pochlebne komentarze i wiedzieć, że to co piszę komuś się podoba. Również bardzo mnie cieszy liczba wyświetleń, która w ciągu miesiąca wzrosła o ponad 300 wyświetleń, dzięki czemu jest ich teraz ponad 500. Bardzo dziękuję :)

  Jakoś w ferie zimowe miałam okazję obejrzeć film pod tytułem "Step up 4 Revolution" i to dwa razy. Jego reżyserem jest Scott Speer. Swoją premierę miał 27 lipca 2012 roku zarówno na świecie, jaki i w Polsce. Jest to czwarta część serii Step up. W głównych rolach występują Ryan Guzman (jako Sean) oraz Kathryn McCormick (jako Emily).


  Film opowiada o grupie tanecznej "The Mob" pochodzącej z Miami na Florydzie. Każde miejsce jest dla nich dobrym parkietem do tańca, czy jest to ulica, muzeum, centrum handlowe czy galeria sztuki, nie robi im to żadnej różnicy. Grupą przewodzi przystojny Sean. Pewnego dnia spotyka piękną dziewczynę o imieniu Emily, która przyjechała do Miami by stać się profesjonalną tancerką. Dołącza do grupy, gdzie ma okazję uczestniczyć w czymś więcej niż w zwykłych zawodach tanecznych. A mianowicie dzielnica "The Mob" jest zagrożona wyburzeniem i muszą zrobić wszystko by do tego nie dopuścić. Co wymyślą ? Czy uda im się uratować rodzinne strony ?

  Wielu zapewne uważa, że jest to tak zwane odgrzewanie kotleta i nie może to być nic ciekawego. Od razu mówię, że ci ludzie się mylą. Może i jest tu typowa historia miłości, ale za to reszta jest inna. Zazwyczaj w tego typu filmach chodzi o jakiegoś typu zawody taneczne (często uliczne), lecz tutaj walczą o coś zupełnie innego. Jak zwykle jest dużo tańca, a nawet mam wrażenie, że w tej części jest go więcej i na o wiele wyższym poziomie. Układy po prostu mnie zachwycały, były świetne i bardzo profesjonalne. W soundtrackach można było usłyszeć piosenkarzy takich jak: Timbaland, Ne-Yo, Flo Rida, Eva Simons, Far East Movement czy Justin Bieber. Oglądając sama miałam ochotę zatańczyć. Gdy odeszłam od telewizora to moje ciało od środka się ruszało, a w uszach brzęczały pojedyncze nuty utworów. Gra aktorska świetna, tancerze zasługują na szacunek, jak i choreograf który był odpowiedzialny za układy.

  Jednym słowem można opisać ten film - BOMBA !! Uwielbiam serię Step up i ta część również mnie nie zawiodła. Uważam nawet, że była jedną z najlepszych pod względem tanecznym. Mogłabym ją obejrzeć jeszcze z 10 razy, a i tak by mi się nie znudziła. Naprawdę polecam, warto :)